Czytelnia

Drukuj
Kategoria: Wiersze
Paweł Śliwka

Za późno

 

 Było mi dane w duchu tak zobaczyć

To, co niedbalstwo, obojętność znaczy

I jaki owoc grzech ukryty niesie.

Widziałem ludzi wierzących w okresie

 

Potem gdy Chrystus zabrał na wesele

Swój czysty Kościół – a zostało wiele

Ludzi wierzących tutaj na tym świecie,

Choć bardzo chcieli by ich Pan wziął przecież.

 

Lecz zamiast dożyć tej wielkiej radości

Rozpacz, żal, gorycz, smutek w sercach gościł.

O bliskim przyjściu Chrystusa wiedzieli,

O tym mówiono niejednej niedzieli.

 

Wszyscy zebrani krzyczeli: ach, Panie

Niech Twoje przyjście jeszcze raz się stanie.

W wielkiej pokucie grzechy wyznawali,

I próbowano także Pana chwalić.

 

Że ja zostałem, ktoś wyznał być może,

Czas marnowałem przy telewizorze.

Ktoś inny dodał, na niejednym filmie

Te brudne sceny oglądałem pilnie.

 

Kogoś ujęła bardzo polityka

Z którą tak często w życiu się spotykał.

W wielkiej rozpaczy wyznał też ktoś o tym

Jak bardzo ciągło go tutaj za sportem.

 

Przemówił także ktoś ze starszych w zborze

Tyś się pomylił chyba Panie Boże.

I mówił dalej, jakże to jest Panie

Tego zrozumieć ja nie jestem w stanie.

 

Tam na Zachodzie byli bracia tacy,

Którzy się dobrze znali w Pańskiej pracy.

Nasz trud, wysiłek, cenili wysoko

To nie dostrzegło Boże Twoje oko?

 

Nawet płacili nam za to w walucie,

A my zostali – gdzie ukryć się, uciec?

Ktoś temu bratu rzekł, to się nie godzi

Boga oskarżać, to nam bardziej szkodzi.

 

Jest jedno pewne, każdy z nas jest winny

Chociaż każdego powód mógł być inny.

To prawda, rzekł ktoś: bom ja nie potrafił

Żeby nie spojrzeć tak do pornografii.

 

To nic takiego, tak mi się zdawało,

Czasem popatrzeć, troszkę, bardzo mało.

Ja mam grzech większy, ktoś mówił od razu

A wyrównać go miałem dosyć czasu.

 

Zdradziłem żonę – nic nie powiedziałem

Choć tyle razy załatwić to chciałem.

Teraz zaczęli jeden przez drugiego

Wyznawać grzechy, przyznawać do tego

 

Czego dotychczas jeszcze nie zrobili

Ze względu na wstyd – a teraz w tej chwili

Chcieli wyrównać swoje krzywe drogi,

Po których tutaj kroczyły ich nogi.

 

Nagle zebranym zahuczało w uszach,

Bo jakiś obcy człowiek wpadł jak burza.

Krzyczał, że jego babcia się straciła

która do zboru tego też chodziła.

 

Babcia zniknęła, choć dom był zamknięty

Każdy jest w domu, wielkim strachem zdjęty.

Ona mówiła, że wierzy w to szczerze

Że Jezus przyjdzie i swoich zabierze.

 

Dla nas to było jak legendy, baśnie,

A czy to teraz nie stało się właśnie?

Tak, to się stało – ktoś z ludzi zawołał,

To pochwycenie było tu Kościoła.

 

Ten obcy spytał - czemu Pan do góry

Nie wziął was wszystkich – lecz tylko niektórych?

Przez długą chwilę ci co tam siedzieli

Dać odpowiedzi ochoty nie mieli.

 

W końcu jeden z nich dał taką odpowiedź,

Że dom budował, a jak przy budowie

Brakowało mu stale tych pieniędzy,

A trzeba było ich tu coraz więcej.

 

Kombinowałem gdzie się tylko dało

Kupić coś taniej, lecz wciąż było mało.

Ja nie myślałem skąd towar pochodzi,

Płacę, a reszta, co mnie to obchodzi.

 

Później nosiłem z zakładu do domu

Co się udało, nie mówiąc nikomu.

Obcy zapytał: a czy to jest kradzież

Wziąć to czym robię tam w moim zakładzie?

 

Tak też myślałem, w tym nie ma nic złego

Tak wiele ludzi korzystało z tego.

Teraz ja mam dom prawie wykończony

Lecz sam zostałem, bez dzieci, bez żony.

 

Najgorsze jest to, że ja we wieczności

Nie będę w niebie mógł u Pana gościć.

Teraz wiem co to kradzież, kłamstwo znaczy,

Lecz już za późno człowiek to zobaczył.

 

Przez lekkomyślność człowiek stał się głupi,

Teraz zbawienia już za nic nie kupi.

Długie już lata słucham Słowo Boże

Jednak zostałem, kto teraz pomoże?

 

Słuchać i wiedzieć jest dobrze, lecz mało

Grzech jest przyczyną – tylu nas zostało.

Bożego Słowa słuchaczy jest wiele

Lecz w odpocznienie wejdą czyniciele.

Copyright © 2012 Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa w Czechowicach-Dziedzicach
By: Joomla Free Templates